Smutny marcowy dzień, chmury wiszą nisko, w nocy spadł śnieg, jeszcze trochę leży na dachach, kot śpi w fotelu obojętny na wszystko.  Dzień mija obok mnie, miedzy kawą i fajką, wspomnienia przepływają swobodnie. Trwam w zawieszeniu, w oczekiwaniu na rozprawę, znów bez własnego kawałka podłogi.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jestem

Mój stary świat posypał się jak domek z kart. Wystarczyło dotknąć. Nie wiem czy żałuję. Coraz częściej jest mi wszystko jedno. Niewiele ze mnie zostało, z tego czym kiedyś byłam. Mieszkam gdzie indziej, z kimś innym. Jesienią sędzia zdecyduje o podziale majątku. Na razie nie mam nic. Po prostu wyszłam ze swojego życia, a przynajmniej z jego materialnych okoliczności.

Nie myślę o przyszłości. Chodzę do pracy, pobieżnie wykonuję obowiązki domowe, śpię, siedzę na kanapie i palę papierosy. Zaczął się marzec, do jesieni jeszcze mnóstwo czasu, z którym nie mam co zrobić. Myślę żeby przeprowadzić się gdzieś dalej, zacząć wszystko od nowa. Czy wszystko się zmieni? Nie, z pewnością namotam sobie nową porcję starych problemów.

Czy coś się zmieniło?

Kto nigdy nie żył, ten w końcu sobie pożył, do bólu, do granic, do dna. Potem potknęłam się o własną dumę i upadłam w błoto, potem się podniosłam, może trzeba było tam leżeć, nie wiem. Nic już nie wiem i nie chcę wiedzieć. Upadnę jeszcze nie raz. Nie chcę się przed tym powstrzymywać, nie chcę powstrzymywać się przed niczym, w granicach rozsądku i po za nie. Ostatecznie muszę przyznać, że coś się zmieniło, coś pękło, coś we mnie zrozumiało, że nie ma się czego aż tak bać.

Chyba dłużej się już nie dało, żyć tak jak żyłam.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Od bieguna do bieguna. Nie potrafie sié zdecydowaç. Jestem taka słába. Gardzé sobá ale tylko czasami, najczéßciej dbam o to «eby mi bylo dobrze. Dopiero teraz zdała sobie sprawe jak słábym człowiekiem jestem.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

zycie

Zeby nie wiem co musze pamietac, ze to wlasnie jest zycie. Wdech, wydech, lyk kawy, kes chleba.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Przebranie

Z góry słychać chrapanie, na dworze jest duszno i mokro. W końcu przyszedł ten moment o drugiej w nocy, nie mogę już pić, nie mogę jeszcze spać. Zaliczam kolejny atak paniki, piję żeby przetrwać, przynajmniej kilka godzin, potem się zobaczy, wszystko jedno, byle pozbyć się bólu. Mylę o jakiejś kryjówce, miejscu które byłoby tylko moje. Nie stać mnie niestety. Czuję, że gdybym tylko miała choćby sześćdziesiąt tysięcy kupiłabym jutro pierwszą lepszą melinę na Bridge Street.

Ciągle zastanawiam się jak oni dają radę, wstają rano, idą do pracy, gotują posiłki, koszą trawniki, oglądają telewizję. I co do cholery jest ze mną nie tak? Czasem chcę zniknąć, nie wiem tylko czy tylko na trochę czy na dobre. Trochę się niszczę, ale powoli.

Nienawidzę siebie za strach. Codziennie obiecuję sobie, że koniec tego, codziennie rano budzę i jestem tą samą osobą, co wczoraj, kim kurwa miałabym być? Nawet nie czuję się gorzej niż kiedykolwiek, to już było. Może potrzebuję samotności. Tydzień w czterech ścianach. Wyleczyłabym się albo zwariowała do reszty, bo to niezdecydowanie jest nie do wytrzymania. Tydzień wolnego, siedem butelek whisky, i jakaś pakamera. Niby wiedziałam, że jestem rąbnięta, ale że aż tak? Próbuję przerwać, to chyba głos zdrowego rozsądku. Chwilami mam ochotę do niego zadzwonić, tylko co mu powiem? A jutro? Co zrobię z jutrem? Czy przetrwam? I dlaczego tak mi zależy na przetrwaniu? Wspaniały pomysł na dzisiaj wymyślić sobie kogoś, jakiegoś specjalistę od PR, najlepiej niech on za mnie wychodzi do ludzi. Tylko jaki on miałby być? Może Jack Sparrow  by się nadał? Czy uda mi się przedzierzgnąć w Jack’a ? Chociaż na kilka godzin dziennie. Potrzebuję jakiegoś schronienia. Jakiegokolwiek. Nie daję rady. Nie daje rady od dziesięciu lat, a jednak wciąż żyję? Po co się tak od razu zabijać. Mogę wcześniej spróbować różnych rzeczy, rzeczy na które zawsze miałam ochotę.

Kiedyś byłam lepszym człowiekiem, albo byłam mniej odważna. Kurwa, ale bajzel. I nie mogę się zdecydować czy kocham to czy nienawidzę. Nie pierwszy raz myślę, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie. Jak oni wszyscy to robią? Żyją po prostu. Najgorsza jest ta zmienność. Dlaczego nie może być codziennie tak samo? A może codziennie Jack Sparrow ? Tylko nie wiem czy to nie pogorszy sytuacji. Ochota żeby do niego zadzwonić rośnie. Nie wiem jak to miałoby zadziałać, w czym miałoby pomóc i dlaczego mam taką potrzebę, ale jest chyba zbyt wcześnie, jeszcze jedno piwo, mniejsza o godność.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Kryzysik

Czy przypuszczałam, że będzie tak ciężko? Nawet w najgorszych koszmarach życie nie wyglądało tak kiepsko. Czuję, że to koniec. Jeśli przeżyję dwa miesiące dam sobie radę. Tylko kurwa jak? Trzymać się planu i wszystko będzie dobrze. Dzień za dniem mija, przyzwyczaję się. To tylko taki mały kryzys, w końcu z niejednego kryzysu już wychodziłam. Siłą ludzi słabych, jestem trudna do zajebania, ledwo żyję ale żyję.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Trudno tak

Myślę o nim bez przerwy. Z każdym dniem powinno być lepiej, ale nie jest. Mimo wszystko nie myślałam, że siedzę w tym tak głęboko. Gdyby tylko egzystencja była łatwiejsza do zniesienia. Chwilami wydaje mi się, że zwariuję. Nie licząc sobotniego telefonu cisza, mordercza, okrutna, trudna do wytrzymania cisza, której na szczęście nie przełamuję. Nie mogę spać, nocą leżę, wpatruję się w ciemność, zastanawiam się co on czuje, co myśli, czy jest na mnie wściekły, pewnie jest.

Chwilami wydaje mi się, że nie wytrzymam, nie wiem tylko jak owo niewytrzymanie miało by wyglądać. Zwariuję? Pochlastam się? Spadnę na samo dno?

Tylko trzymaj się chwili obecnej. Plan na dzisiaj: iść do pracy, pojechać do Tesco, kupić farbę do włosów, zrobić kolor, zachlać się dość mocno, żeby wygenerować na jutro kaca potężniejszego niż ból istnienia. I tego trzymać się trzeba.

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Wszystko jedno

Obudziłam się, na zegarze druga. Wczoraj wypiłam trzy mocne drinki. Teraz widzę że to moment w którym należałoby znowu zacząć pić żeby znowu zasnąć, ale chyba nie mam siły. Wczoraj chyba przejechał pod moim domem żeby sprawdzić czy jestem, a może to tylko moja udręczona wyobraźnia. Po głowie tłucze mi się bez przerwy: wszystko jedno. Wszystko jedno co jem, wszystko jedno co mam na sobie, wszystko jedno jaka pogoda, wszystko jedno jaki jest dzień, bo to dzień bez niego. Najchętniej wyłączyłabym się na jakiś czas.  Boże co jeśli już zawsze będzie wszystko jedno? I nic nie przynosi ulgi, tylko alkohol, ale nie można bez przerwy pić, nie?

Można? Są tacy co mogą. Jeszcze nie wiem czy chcę.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pierdolę tytuły

Przecież nie zadzwonię do faceta, który chlasnął mnie w mordę. Nie ? Nie i tego trzymać się trzeba. Gdyby tylko udało się uśmierzyć ten ból. I ta nieznośna cisza. Nie zadzwoni czuję to. Nadzieja umiera ostatnia. Póki co jest silna. Jest dobrze. Leżę piję wino na pusty żołądek i obserwuję jak krew stygnie mi w żyłach. Może teraz jest dobry moment żeby się stoczyć. Świat już nie jest taki sam i nigdy nie będzie.

Let it be

Boję się. Tak strasznie się boję, że już nigdy nie będę szczęśliwa.

Dużo mu zawdzięczam. Już nigdy nie napiszę o sobie: kto nigdy nie żył. Ile życia można zmieścić w sześciu miesiącach? Mnóstwo. Boże jakie to było intensywne.Miałam ochotę wstawać rano i krzyczeć: Im alive!

Pozostaje tylko jedno pytanie. Jak ja się po tym pozbieram? Jestem chora. Z miłości albo rozpaczy. Wiem, że on dzisiaj pije, jeśli nie zadzwoni do mnie pijany to koniec. Czuję że to koniec.
On radzi sobie  lepiej niż ja. Widziałam go dzisiaj. Ciekawe czy zabrał byłą ze sobą. Jeśli tak to straszna cipa z niego. Chyba nawet gorsza ode mnie. Ciekawe czy ten ból kiedyś minie. Na razie muszę więcej wypić, bo tego nie zniosę. Cisza jest największą torturą. Jak to się mogło stać? Pomimo delikatności, czułości i uwielbienia, które mieliśmy dla siebie.

Mogłabym patrzeć na swoje cierpienie. Jeśli można zerwać liść, a potem delikatnie usunąć blaszkę, zostawić tylko nerw, ułożyć go ostrożnie na dłoni i patrzeć na to cudo, można też zrobić to ze sobą. Ach Maga! Tylko ty mogłabyś mnie zrozumieć.

Chyba piszę to dla ciebie gnoju, gdyby cię kiedyś interesowało co czułam.

Jednak zadzwonił, może nie wszystko stracone. Tylko czemu ja taka głupia jestem? Trzeba było odebrać skoro umieram. Jednak duma. Jaka to piękna i głupia rzecz, ale zlazłam na dół po telefon żeby tylko zobaczyć jego imię na wyświetlaczu. Kocham cię ty kretynie. Bez ciebie umieram. I znowu płaczę, ale przecież zasługuję na to żeby powoli obdzierać mnie ze skóry. W końcu zostaną tylko neurony.

Jestem zła. Anima vilis.

Jeśli to to co myślę to nie może się tak spokojnie skończyć. Oj będzie się działo. Będzie się zabawa.

A jeśli on dzwoni tylko po to żeby mi oddać mikser?

Nie no bez jaj kto dzwoni do byłej w sobotę o dziesiątej żeby jej oddać mikser. Bez jaj. Jeśli on czuje podobnie do mnie to będzie ciekawie. Jednak duma, jaka to piękna rzecz. Umierasz z pragnienia, masz wodę pod ręką, a jednak nie sięgniesz.

A tak w ogóle, poczułaś przewagę suko? Jeszcze nie? Masz nadzieje na więcej? I tak wiem, że najbardziej na świecie chciałabyś  ułożyć się w jego ramionach.

Let it be.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Rzuciłam go. Znowu. Stan meczu 3:3, mam nadzieję, że dopisze mi punkt. Jak przystało na rasowych wariatów wytrzaskaliśmy się po pyskach na trawniku przed zamkiem. Potem wróciłam do domu, trochę popłakałam, wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka. Poczytałam Pilcha żeby jakoś przetrwać. Leżę i czekam na odgłos silnika jego samochodu. Chcę żeby przyjechał żebym mogła go olać, nie wpuścić, nie podejść do drzwi. Chcę być górą, chcę żeby mnie przepraszał, prosił, błagał, chcę go zranić, chcę żeby go bolało tak jak mnie boli, chcę żeby poczuł pustkę którą ja czuję. Przed chwilą stłumiłam chęć żeby do niego zadzwonić. Wspaniała rzecz pycha. Wystarczy sobie przypomnieć to pieczenie. Dziwna sprawa jak policzek odbija się na duszy. Jeśli to koniec to przynajmniej z fajerwerkami. Leżę i cała jestem czekaniem. Mrok powoli zapada, słychać warkot silników, sąsiedzi wracają do domów. Coś mi mówi, że tym razem nie przyjedzie. Smaczku dodaje fakt, że będę go często widzieć w okolicy. Jeszcze nie wiem co się ze mną wtedy stanie. Umrę? Zemdleję? Krew mnie zaleje? Szlag mnie trafi? Czy przeżyję jeśli zobaczę go z inną kobietą? Dzięki Bogu nie mam fb.

Panie Boże, jeśli istniejesz, pozwól mi ocalić  dumę, wolałabym umrzeć niż zrobić z siebie idiotkę, więc jeśli będę miała zamiar błagać, wybijać szyby w jego aucie tym nowym bejsbolem, który kupiłam w zeszłym tygodniu, albo krzyczeć w nocy pod jego oknami łaskawie spuść grom z jasnego nieba i zamknij mi gębę. Dzisiaj Ci trochę ułatwiam, bo nie pije.

A miało być tak pięknie, miała być jesień, mieliśmy brodzić w liściach, biegać po plaży w złotym słońcu, patrzeć sobie w oczy, mieliśmy być szczęśliwi. I co mam teraz zrobić z tą dziurą w duszy i długą listą piosenek których nie będę mogła sama słuchać?

Najgorsze, że to nie jest szczenięca miłość. Dość długo już żyję by rozpoznać istotę zbudowaną z tego samego tworzywa. Co zrobię bez człowieka, który kończył za mnie zdania? Chwilami wydaje mi się że to niemożliwe, to nie może być koniec.

Ciekawe co on teraz robi. Zwija się z bólu jak ja? Pije? Pieprzy kogoś? Ma to wszystko gdzieś i smacznie śpi? Ciekawe co teraz czuje. Czy jest w piekle tak jak ja?

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj