Przebranie

Z góry słychać chrapanie, na dworze jest duszno i mokro. W końcu przyszedł ten moment o drugiej w nocy, nie mogę już pić, nie mogę jeszcze spać. Zaliczam kolejny atak paniki, piję żeby przetrwać, przynajmniej kilka godzin, potem się zobaczy, wszystko jedno, byle pozbyć się bólu. Mylę o jakiejś kryjówce, miejscu które byłoby tylko moje. Nie stać mnie niestety. Czuję, że gdybym tylko miała choćby sześćdziesiąt tysięcy kupiłabym jutro pierwszą lepszą melinę na Bridge Street.

Ciągle zastanawiam się jak oni dają radę, wstają rano, idą do pracy, gotują posiłki, koszą trawniki, oglądają telewizję. I co do cholery jest ze mną nie tak? Czasem chcę zniknąć, nie wiem tylko czy tylko na trochę czy na dobre. Trochę się niszczę, ale powoli.

Nienawidzę siebie za strach. Codziennie obiecuję sobie, że koniec tego, codziennie rano budzę i jestem tą samą osobą, co wczoraj, kim kurwa miałabym być? Nawet nie czuję się gorzej niż kiedykolwiek, to już było. Może potrzebuję samotności. Tydzień w czterech ścianach. Wyleczyłabym się albo zwariowała do reszty, bo to niezdecydowanie jest nie do wytrzymania. Tydzień wolnego, siedem butelek whisky, i jakaś pakamera. Niby wiedziałam, że jestem rąbnięta, ale że aż tak? Próbuję przerwać, to chyba głos zdrowego rozsądku. Chwilami mam ochotę do niego zadzwonić, tylko co mu powiem? A jutro? Co zrobię z jutrem? Czy przetrwam? I dlaczego tak mi zależy na przetrwaniu? Wspaniały pomysł na dzisiaj wymyślić sobie kogoś, jakiegoś specjalistę od PR, najlepiej niech on za mnie wychodzi do ludzi. Tylko jaki on miałby być? Może Jack Sparrow  by się nadał? Czy uda mi się przedzierzgnąć w Jack’a ? Chociaż na kilka godzin dziennie. Potrzebuję jakiegoś schronienia. Jakiegokolwiek. Nie daję rady. Nie daje rady od dziesięciu lat, a jednak wciąż żyję? Po co się tak od razu zabijać. Mogę wcześniej spróbować różnych rzeczy, rzeczy na które zawsze miałam ochotę.

Kiedyś byłam lepszym człowiekiem, albo byłam mniej odważna. Kurwa, ale bajzel. I nie mogę się zdecydować czy kocham to czy nienawidzę. Nie pierwszy raz myślę, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie. Jak oni wszyscy to robią? Żyją po prostu. Najgorsza jest ta zmienność. Dlaczego nie może być codziennie tak samo? A może codziennie Jack Sparrow ? Tylko nie wiem czy to nie pogorszy sytuacji. Ochota żeby do niego zadzwonić rośnie. Nie wiem jak to miałoby zadziałać, w czym miałoby pomóc i dlaczego mam taką potrzebę, ale jest chyba zbyt wcześnie, jeszcze jedno piwo, mniejsza o godność.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>